PL / EN
      SZUKAJ  

HISTORIA

Historia miejskiego aresztu rozpoczyna się w średniowieczu i jest ściśle powiązana z budynkiem ratusza.
W 1828 roku znajdowały się w nim dwa lokale dla aresztantów. Gdy planowano budowę nowego ratusza także przewidziano dwie izby na więzienie.
Budynek był gotowy w 1860 roku. Nie wiemy jednak, czy areszt umieszczony w podwórzu ratusza zaczął funkcjonować od razu.

Pierwsze informacje o działaniu aresztu pochodzą z okresu I wojny światowej; znajdował się na tyłach ratusza, wchodziło się do niego od ulicy Piotrkowskiej przez istniejącą do dziś bramę, wykonaną w 1859 roku w Częstochowie, która w praktycznie niezmienionym stanie istnieje do dziś. Tuż za nią, po prawej stronie, do dziś widać w ścianie ślady po małym oknie, które najprawdopodobniej znajdowało się w pomieszczeniu strażników. Tak przynajmniej mogło być w początkach XX wieku. W zachowanych pamiętnikach Stanisław Oczkowski (znany później w Radomsku lekarz) opisuje swoją przygodę z aresztem miejskim z marca 1915 roku: Gdy dochodziliśmy już do magistratu, podoficer skręcił ze mną w bramę, która prowadzi do kozy i zaraz się domyśliłem, że tam pójdę sobie odpocząć. Najprzód wprowadził mnie do izby dozorców i tam kazał mi wszystko wyjąć z moich kieszeni. Po załatwieniu tych wszystkich formalności, kazał mi iść z jednym z dozorców, który wziął ze sobą klucze.
Gdy otworzono bramę znalazłem się na długim wąskim podwórku, otoczonym ze wszystkich stron budynkami, w których wszystkie okna były okratowane. Dozorca wprowadził mnie po schodach na pierwsze piętro, gdzie był korytarz, po obydwóch stronach którego znajdowały się żelazne drzwi prowadzące do cel.
Tu pamiętnikarza musiała zawieść pamięć, bowiem wejścia do cel zawsze były tylko po jednej stronie korytarza. Trzeba też zaznaczyć, że wtedy wejście do aresztu znajdowało się od strony nieczynnej już dziś kotłowni. Na uwagę zasługuje informacja o żelaznych drzwiach, które prowadziły do cel. Dziś są one okute blachą tylko z jednej strony. W oknach nadal są żelazne kraty, które pamiętają ponoć czasy zaborów.

W budynku aresztu znajduje się 6 sal, które praktycznie przez cały okres funkcjonowania więzienia były wykorzystywane na cele. Dopiero w okresie międzywojennym jedną z nich […] zajęli strażnicy, którzy przebywając w pomieszczeniu przy bramie nie mogli dostatecznie dobrze pilnować więźniów. W pewnym okresie jedną z pozostałych sal przeznaczono tylko dla kobiet, a jedną dla miejscowej policji na jej areszt. W 1933 roku nie było podziału na oddział męski i żeński. W areszcie było 10 ubikacji, 12 okien (dwie cele nie miały krat), 13 drzwi. W dwóch salach podłoga była cementowa, w pozostałych zapewne drewniana. Stanisław Oczkowski wspomniał o długim podwórzu, które w okresie międzywojennym prawdopodobnie przedzielone było murem.

Do wybuchu wojny w 1914 roku magistrat otrzymywał bezpłatnie od zarządu więziennictwa w Piotrkowie sienniki i broń dla dozorców. W czasach wolnej Polski utrzymaniem więźniów obciążony był magistrat. Do radomszczańskiego aresztu trafiali ludzie z terenu powiatu, choć każda gmina powinna utrzymywać własny areszt, jednak większość go nie posiadała.

Warunki w areszcie były złe, zarówno jeśli chodzi o żywienie, jak i wyposażenie cel. Nie wiemy, jak wyglądało wyżywienie aresztantów w czasach zaborów. Nieco informacji podaje nam cytowany już dr Oczkowski: Dowiedziałem się od nich (tj. od współwięźniów), że dwa razy na dzień dostają garnek gotowanej wody, a rano albo oznaczoną ilość chleba, albo po 12 kopiejek.
Zwyczaj wypłacania aresztantom dziennych stawek pieniężnych był praktykowany także w okresie międzywojennym. W 1924 roku po podwyższeniu dziennej racji żywieniowej na każdego aresztowanego przypadało pół kilo chleba. 31 marca 1926 roku została uruchomiona kuchnia, która 3 razy dziennie wydawała gorącą strawę, ale już jesienią tego roku zlikwidowano ją uchwałą Rady Miasta. Prawdopodobnie funkcjonowała znowu w latach 30-tych i pracowali w niej sami aresztanci. Istniała też możliwość donoszenia posiłków więźniom z zewnątrz. Zachowane rachunki aresztu z okresu międzywojennego wymieniają artykuły spożywcze, które zakupywano na potrzeby aresztantów. Były to ziemniaki, słonina, chleb, kapusta, kasza jęczmienna, cebula, marchew, cykoria oraz mydło. Znalazł się też rachunek za kąpiel więźniów. Możliwe więc, że korzystali oni z łaźni miejskiej.

Przebywający w areszcie mogli wychodzić na podwórze na spacer. W swoich wspomnieniach Stanisław Oczkowski napisał, że spacer, nazywany „wychodem”, przysługiwał im dwa razy dziennie.

Cele były źle wyposażone. Spano na siennikach wypchanych słomą, prycze były tylko w niektórych celach. Są też wzmianki o jakichś półkach na ścianach. W jednej celi na piętrze do dziś istnieje kaflowy piec, który podpalało się z korytarza. W lutym 1924 roku odbyła się wizytacja aresztu przez prokuratora. Ustalono, że więźniowie nie mają w celach nic prócz podłogi i desek, a powinni mieć do spania sienniki. Nakazano więc ich zakupienie. W marcu 1924 roku na rozporządzenie burmistrza przygotowano odpowiednią ilość mat zamiast zalecanych sienników.

W grudniu 1923 roku prokurator rejonowy w Piotrkowie pisał do burmistrza, że doszło do jego wiadomości, iż areszt miejski jest w opłakanym stanie: aresztanci nie otrzymują żadnej strawy, pozostają w brudzie i stan taki może bardzo łatwo spowodować zakaźne choroby, co odbić się musi ujemnie na ludności miasta. Zobowiązał burmistrza do szybkiej poprawy warunków.

Skąpe przekazy źródłowe pozwalają się domyślać, że aresztantów wykorzystywano do pracy. Czasami była to praca w kuchni, ale bywały także przypadki, że pracowali przy sprzątaniu miasta, czasami bez dozoru strażników. W 1937 roku zakazano tego typu praktyk, a strażnicy podpisali zobowiązanie do przestrzegania regulaminu.

W 1926 roku także zgłaszano zastrzeżenia, co do działalności aresztu. Uchybienia naprawiono: dyżurka dla dozorców została specjalnie urządzona w miejscu bezpośrednio przylegającym do aresztu, już w lutym zakupiono sienniki, przeprowadzono dezynsekcję, ale robactwa nie udało się wytępić, dlatego latem (kiedy było mniej więźniów) zerwano podłogi. Po tych pracach uznano, że areszt jest wzorcowy.  

W lutym 1931 roku wykryto w areszcie dur brzuszny. Postanowiono zdezynfekować cały budynek, wybielić ściany, wypchać sienniki świeżą słomą. 23 października 1931 roku przeprowadzono wizytację aresztu. Inspekcja chyba nic nie dała, bo 5 listopada 1931 roku więźniowie wystosowali do starosty prośbę o poprawę ich losu (nie zmieniali bielizny po kilka tygodni lub nawet miesięcy, myli się nad kubłem nocnym, brakowało mydła, nie golili się przez długi czas). Tadeusz Sękowski osadzony na 2 miesiące w areszcie zwrócił się 12 stycznia 1930 roku z prośbą do naczelnika aresztu o umożliwienie mu umycia się, pozbycia się robactwa i ofiarowanie bielizny.

W lutym 1938 roku burmistrz Lucjan Kwaśniewski pisał do Ministerstwa Sprawiedliwości z prośbą o zwrot kosztów na utrzymanie aresztu, ponieważ zalegają z płatnościami za wyżywienie i dostawcy odmawiają dostaw. Zły stan aresztu nie wynikał z zaniedbań, ale z niedostatecznego finansowania placówki. Sienniki były stale zmieniane, systematycznie tępiono robactwo, bielono cele, myto podłogi co najmniej 2 razy w tygodniu.

Według zaleceń w areszcie jednorazowo powinno przebywać 6 kobiet i 30 mężczyzn, tymczasem często było to od 40 do 50 osób. Przeważająca część odbywała karę z wyroków sądów pokoju, część była do dyspozycji sędziego śledczego, kilku miało już wyroki. Wśród więźniów były matki z małymi dziećmi, których nie miały gdzie pozostawić. Nakazano, by nie przetrzymywać ich bez powodu w tak złych warunkach i odsyłać do Piotrkowa.   

Do miejskiego aresztu trafiało się za różne przewinienia. Czasami przetrzymywano aresztowanych przed przewiezieniem do więzienia na przykład w Piotrkowie, przeważnie jednak areszt spełniał rolę typowej „kozy”, gdzie odsiadywano krótkie kary pozbawienia wolności. W październiku 1919 roku Adam Kalik z folwarku Kodrąb namawiał służbę dworską do strajku, za co skazany został na miesiąc aresztu. Do aresztu trafiali także mężczyźni za uchylanie się od służby wojskowej. W 1934 i w 1935 roku kilka razy zdarzyły się przypadki, że ktoś trafił tu za sprzedaż gazet bez pozwolenia. Kary w tego typu sprawach wynosiły od 2 do 7 dni. Przestępstwem było też prowadzenie loterii „koło szczęścia”, czy jazda pociągiem bez biletu za co groziła sankcja tygodnia aresztu i kary pieniężne. Katalog spraw, za które skazywano na areszt był szerszy: w 1936 roku w areszcie osadzano np. za przebywanie w stanie nietrzeźwym w miejscu publicznym (3 dni), za nieściągnięcie zasądzonej grzywny (5 dni). Dorożkarzy skazano na 3 tygodnie za zbyt szybką jazdę. Pewna kobieta, która w piekarni Dykermana smarowała bułki zepsutymi jajkami odsiedziała miesiąc w areszcie.

Bywały też przewinienia poważniejsze. W 1935 roku skazany został jeden z sołtysów za przywłaszczenie 619 zł z podatków i składek ogniowych. Za nielegalne posiadanie fuzji skazywano na 3 miesiące aresztu. Tego typu przestępstw było wiele, zwłaszcza w 1936 roku. Ludność posiadała nielegalnie przeważnie broń myśliwską, choć zdarzył się też przypadek z rewolwerem.

W radomszczańskim areszcie można więc było spędzić od jednego dnia nawet do kilku miesięcy. W marcu 1924 roku w wiezieniu przebywało 114 aresztowanych.
Zdarzały się ucieczki (w 1919 roku z podwórza aresztu zbiegł Wiktor Fudelski) i samobójstwa (na taki krok zdecydował się w 1932 roku Ludwik Tkaczyk, który podciął sobie gardło).
Przy okazji dochodzenia w tej sprawie poznajemy procedury obowiązujące przy przyjmowaniu więźnia. Każdy był poddawany rewizji osobistej, sprawdzano, czy nie posiada ostrych narzędzi, odbierano szelki i paski.

Niewiele wiemy o strażnikach, którzy bezpośrednio zajmowali się aresztantami. Cokolwiek o ich pracy dowiadujemy się z pisma z 22 grudnia 1932 roku. Władysław Grochowalski prosi Komisarza Rządowego o wydanie mu broni krótkiej oraz pozwolenia na nią, ponieważ czuje się zagrożony. Zdarzało się, że na sali sądowej oskarżony groził, że mu na ulicy oczy wykole. Z taką samą prośbą zwrócił się Marian Golakowski, któremu ktoś odgrażał się, że mu rozwali łeb albo nożem przebije. Wyposażenie aresztu w broń było mizerne.
W 1931 roku arsenał miał dwa włoskie karabiny bez amunicji i rewolwer nagan.

Areszt funkcjonował także w czasie okupacji, jednak z tego okresu nie ma żadnych informacji na temat warunków jakie w nim panowały. Od początku okupacji przetrzymywani byli tu radomszczańscy Żydzi. Od października 1939 roku do kwietnia 1942 roku było ich tu blisko 50, zarówno mężczyzn, jak i kobiet.

W lipcu 1941 roku w areszcie przebywali Polacy aresztowani za różnego rodzaju przestępstwa, m. in. za nielegalny handel. Spośród nich wybrano 11 osób i 17 lipca 1941 roku powieszono w Dmeninie. Była to represja za śmierć volksdeutscha Augusta Klekota.

W czasie okupacji przeprowadzono akcję uwolnienia z aresztu około 50 osób. Wśród nich były osoby związane z podziemiem, ale także drobni przestępcy.
W nocy z 7 na 8 sierpnia 1943 roku, około godziny 1 w nocy grupa Bronisława Skury-Skoczyńskiego „Robotnika” uderzyła na więzienie. Cała akcja trwała 20 minut.
Żołnierze Stanisława Sojczyńskiego podobną akcję powtórzyli w 1946 roku w nocy z 19 na 20 kwietnia; uwolniono 57 osób.

Tuż po wojnie areszt nadal pełnił swoją rolę. Podobno w piwnicy pod dzisiejszym Muzeum wykonywano wyroki śmierci na członkach antykomunistycznego podziemia. Jedyną, cudem zachowaną informacją jest meldunek sytuacyjny dowództwa wywiadu II-K „Motor”o mordzie, który miał miejsce około 12 maja: […] w nocy z 12 na 13 maja 1946 roku wykonano wyrok na 12 żołnierzach, mordując skazanych narzędziami tępymi w piwnicy magistratu w Radomsku.*

W latach 50. XX wieku areszt zamieniono na magazyn.

                                                                                                                                                                                                                                                       Opracował Tomasz Nowak

* Ksawery Jasiak Działalność partyzancka Konspiracyjnego Wojska Polskiego.
  Z dziejów II Konspiracji w środkowej Polsce w latach 1945–1955. Wyd. Wieluń-Opole 2008

 

 

Muzeum przejęło budynek byłego aresztu w 1985 roku. Po remontach, na początku lat 90. i w 2004 roku, udostępniano zwiedzającym kolejne sale, w których prezentowane były wystawy czasowe. Od 1 września 2009 roku mieści się tu stała ekspozycja historyczna W okupowanym Radomsku, obrazująca dzieje miasta i powiatu w okresie II wojny światowej.  W 2017 roku wystawę zmodernizowano i uzupełniono o nowe nabytki.