PL / EN
      SZUKAJ  

JAKUB LECHOWSKI ,,DAWNO TEMU W DZIEŃ TARGOWY…”

1034-kopia

JAKUB LECHOWSKI ,,DAWNO TEMU W DZIEŃ TARGOWY…”

JAKUB LECHOWSKI "DAWNO TEMU W DZIEŃ TARGOWY…"

To szczęśliwy traf, że fotografik, Jakub Lechowski wyciągnął na światło dzienne kilkadziesiąt fotografii ze swojego archiwum. Cykl ma ten sam temat, jedność czasu, miejsca i akcji: chłopi na targowisku w Radomsku w 1962 roku i nie brakuje tu przysłowiowego „dziada i baby”. Prezentowane na wystawie w radomszczańskim Muzeum Regionalnym czarno-białe zdjęcia stanowią swoisty wehikuł czasu przenoszący w świat minionego już wiejskiego obyczaju, szczególnej kroniki folkloru, który po latach nie stracił swojej świeżości i wartości.

A uwadze Lechowskiego nic w tłoku nie uszło. Swoim obiektywem wyłapywał scenki rodzajowe: jak to handel nabiera rumieńców wśród ludzi z charakterem, bez zbędnych ceregieli, a po sąsiedzku niewymuszenie rozwiązują się języki.

 Na radomszczański targu można było nie tylko uciąć pogawędkę, ale i chłonąć wrażenia,bo dla wielu rynek stanowił okno na świat. Stąd portrety rolników (i nie tylko): ich fizjonomie pełne są godności, naturalne, a reakcje żywiołowe, nieupozorowane. I choć gołym okiem widać, że to chude lata i znać po ludziach twardą szkołę, potrafili czerpać radość ze swojego zajęcia…

Samo życie i cudownie uchwycony duch tamtych czasów, zupełnie wyjątkowy i niepowtarzalny.

Nie sposób pominąć tu roli fotografa, który zdaje się być obdarzony dużym wyczuciem chwili, ba, szóstym zmysłem i przede wszystkim życzliwością. Dla Lechowskiego, nestora radomszczańskiego Towarzystwa Fotograficznego, aparat stał się narzędziem poszukiwań, odkrywania i obserwacji, a zarazem fotografowanie to akt twórczy, posiadający sens artystyczny.

Przedstawione na wystawie zdjęcia tak sugestywne także w formie, nie tylko wytrzymały próbę czasu, ale mają moc wzruszania, pobudzania uśmiechu, zadumy, wystawiając dobre świadectwo zwyczajom starej daty. Są ciekawym dokumentem jednocześnie niosąc w sobie uniwersalny wymiar ludzkiej kondycji, niełatwej przecież.

Tak więc konia z rzędem temu, kto sprawił, że celuloidowe obrazki Lechowskiego są dostępne dla szerszej publiczności.

Jadwiga Synowiec

 

Jakub Lechowski – radomszczański fotografik, członek rzeczywisty Stowarzyszenia Twórców Fotoklubu Rzeczpospolitej Polskiej i zasłużony działacz kultury. Zainicjował amatorski ruch fotograficzny w Radomsku i zorganizował pierwszą wystawę fotograficzną w naszym mieście w 1959 roku. Był jednym z założycieli Towarzystwa Fotograficznego w Radomsku w 1962 roku, noszącego obecnie imię Edmunda Osterloffa, a zarazem jego prezesem w latach 1967-1995. Obecnie jest członkiem honorowym Towarzystwa i równocześnie pełni funkcję członka zarządu. Fotografuje od 57 lat, głównie krajobraz i architekturę. Ze szczególnym zamiłowaniem dokumentuje Radomsko i jego okolice. Swoje prace wystawiał na 70 wystawach, w tym 8 indywidualnych oraz publikował zdjęcia z albumach, prasie, wydawnictwach promocyjnych, reklamowych i w formie widokówek.

 

MALARSTWO STANISŁAWA IMIENIŃSKIEGO

MALARSTWO STANISŁAWA IMIENIŃSKIEGO

„Sceną mojego życia jest malarstwo, dlatego poświęcam mu najwięcej czasu… tytuł nabyty w uczelni i ewentualne chęci, to za mało, aby być na tej scenie… Malarzem nie można być na pokaz – nie jest to fach dający same przyjemności, wymaga wielkiej pracy, trochę powołania, dużo bożego daru. Boskich darów nie można marnować i trwonić…”

Stanisław Imieniński

 

 

 

 

Stanisław Imieniński malarstwem zajmuje się od ponad dwudziestu pięciu lat, od kiedy po ciężkim wypadku przeszedł na rentę. Wcześniej właściwie nie malował. Uczęszczał wprawdzie do Państwowego Liceum Plastycznego w Częstochowie, lecz potem doskonalenie swojego talentu porzucił dla pracy zarobkowej. Przez 20 lat był pracownikiem Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Przedsiębiorstwa Geodezyjno – Kartograficznego.
 Dziś mało kto z mieszkańców Radomska uświadamia sobie ten fakt. Dla sąsiadów i znajomych jest przede wszystkim malarzem i sądzą, że tak było zawsze! Swojej pasji – malarstwu poświęca tak wiele czasu, uwagi i serca, że nie sposób z nim rozmawiać, by czegoś o obrazach nie usłyszeć. Namalował niezliczoną ilość obrazów. Jest przekonany, że swoje prace pokazywał na ponad stu wystawach indywidualnych.

„Wystawiałem w salach radnego, w lokalach biurowych, klubach, zakładach pracy, ośrodkach kultury, bankach, Biurach Wystaw Artystycznych i w muzeach”. Dziesiątki obrazów sprzedał prywatnym nabywcom; są one dziś w Polsce, Niemczech, Francji i w Stanach Zjednoczonych. Muzea w Nowym Sączu, Żywcu i Bełchatowie posiadają w swoich zbiorach prace Stanisława Imienińskiego. Do połowy lat dziewięćdziesiątych chętnie brał udział w różnych konkursach malarskich. Obecnie nie widzi już takiej potrzeby. Przestał być ciekawy, jak oceni jego prace komisja konkursowa – otrzymał już wystarczająco dużo nagród, jest świadom wad i zalet swojego malarstwa.

Stanisław Imieniński pracuje w klasycznej technice olejnej. Na zagruntowanie płótna nakłada farby za pomocą szpachli. Powierzchnie obrazów werniksuje. Samodzielnie wykonuje blejtramy i oprawia gotowe obrazy. Jego prace mają kształt stojącego prostokąta i zawsze są oprawione w czarne ramy.

Malarstwo Stanisława Imienińskiego jest kontynuacją głęboko zakorzenionego w tradycji sztuki polskiej symbolizmu. Wypowiedzi malarza potwierdzają taką interpretację. Mówi on o jednej ze swoich prac: „ Kiedy malowałem ten obraz było mi bardzo ciężko. Był to dla mnie wyjątkowo trudny czas…” Obrazy są dla niego poniekąd pamiątkami przeżytych zdarzeń.

Stanisław Imieniński zajmuje się nie tylko malarstwem – z zamiłowaniem uprawia też swoistą refleksję artystyczną. Owoce swoich przemyśleń umieszcza w formie złotych myśli w folderach wystaw, korzysta z nich w czasie udzielania wywiadów. Zajęcie to traktuje bardzo poważnie i przywiązuje doń wielką wagę.

Krystyna Filarowska